Drogi Michaelu!
To była najwspanialsza noc w moim życiu.
W końcu poczułam się jak normalna dziewczyna.
Jak dziewczyna, która może posmakować życia.
Wiesz do jakiego wniosku doszłam, Michaelu?
Życie smakuje doskonale.
To była najwspanialsza noc w moim życiu.
W końcu poczułam się jak normalna dziewczyna.
Jak dziewczyna, która może posmakować życia.
Wiesz do jakiego wniosku doszłam, Michaelu?
Życie smakuje doskonale.
Na zawsze Twoja Ann
∞
Michael siedział na jednym
z krzesełek, a ojciec dziewczyny wpatrywał się w okno. Pogoda była doskonała.
Słońce oblało całe miasteczko, delikatny wiaterek orzeźwiał ludzi pędzących po
chodnikach, a zapach drzew i kwiatów urozmaicał im przechadzkę.
Drzwi pomieszczenia otworzyły się i stanęła w nich Ann. Ubrana była w niebieską bluzeczkę z krótkim rękawkiem, jasne szorty i trampki. Włosy związane miała w warkocz dodający jej uroku.
Blondyn podniósł się z siedziska i szeroko uśmiechnął. Chwycił telefon i napisał:
Drzwi pomieszczenia otworzyły się i stanęła w nich Ann. Ubrana była w niebieską bluzeczkę z krótkim rękawkiem, jasne szorty i trampki. Włosy związane miała w warkocz dodający jej uroku.
Blondyn podniósł się z siedziska i szeroko uśmiechnął. Chwycił telefon i napisał:
Od
Michael:
Pięknie wyglądasz :)
Pięknie wyglądasz :)
Uśmiechnęła i się i
mrugnęła do niego lewym okiem. Omal kolana się pod nim nie ugięły. Ann nigdy
czegoś takiego nie zrobiła. Nigdy nie puściła mu „oczka”. Uśmiechnął się
jeszcze szerzej, próbując ukryć emocje.
– Michaelu, może wpadłbyś dziś do nas na kolację? Serdecznie zapraszamy – powiedziała uśmiechnięta Isabel wymijając córkę, by móc schować w torbie jej piżamę.
– Nie, dziękuję bardzo. Nie chcę państwu przeszkadzać. Chcą państwo na pewno nacieszyć się córką – odpowiedział pewny swego. W jego głowie świtał już plan.
– Ależ Michaelu, nie wygłupiaj się. Isabel ma rację. Serdecznie zapraszamy. Tyle dla nas zrobiłeś, tak bardzo nas wspierałeś, musimy się jakoś odwdzięczyć – nalegał pan Witold.
– Naprawdę nie ma o czym mówić - uśmiechnął się. – Ale jeżeli państwo pozwolą, chciałbym w sobotę zaprosić Ann na kolację. Czy mieliby państwo coś przeciwko?
Oczy rodzicielki Ann zabłyszczały, a usta wygięły się w nienaturalnie szerokim uśmiechu. Popatrzyła na męża, który również wydawał się zadowolony z usłyszanych słów. – Nie mamy nic przeciwko – powiedzieli jednocześnie, spoglądając na blondyna.
Uśmiechnął się i odwrócił w stronę Ann, która z zaciekawieniem przyglądała się całej rozmowie. Wyjął telefon z kieszeni i wystukał w nim:
– Michaelu, może wpadłbyś dziś do nas na kolację? Serdecznie zapraszamy – powiedziała uśmiechnięta Isabel wymijając córkę, by móc schować w torbie jej piżamę.
– Nie, dziękuję bardzo. Nie chcę państwu przeszkadzać. Chcą państwo na pewno nacieszyć się córką – odpowiedział pewny swego. W jego głowie świtał już plan.
– Ależ Michaelu, nie wygłupiaj się. Isabel ma rację. Serdecznie zapraszamy. Tyle dla nas zrobiłeś, tak bardzo nas wspierałeś, musimy się jakoś odwdzięczyć – nalegał pan Witold.
– Naprawdę nie ma o czym mówić - uśmiechnął się. – Ale jeżeli państwo pozwolą, chciałbym w sobotę zaprosić Ann na kolację. Czy mieliby państwo coś przeciwko?
Oczy rodzicielki Ann zabłyszczały, a usta wygięły się w nienaturalnie szerokim uśmiechu. Popatrzyła na męża, który również wydawał się zadowolony z usłyszanych słów. – Nie mamy nic przeciwko – powiedzieli jednocześnie, spoglądając na blondyna.
Uśmiechnął się i odwrócił w stronę Ann, która z zaciekawieniem przyglądała się całej rozmowie. Wyjął telefon z kieszeni i wystukał w nim:
Od
Michael:
Czy zechciałabyś zjeść ze mną kolację? W sobotę?
Czy zechciałabyś zjeść ze mną kolację? W sobotę?
Na twarzy ciemnowłosej
malowało się niedowierzanie. Czyżby Michael szykował dla nich randkę z
prawdziwego zdarzenia? Uniosła wzrok znad ekranu na twarz chłopaka. Pospiesznie
potaknęła głową, zbliżyła się do niego i wtuliła się w jego tors. Był w niebie.
*
Kiedy nadeszła sobota
myślał, że postąpił źle. Musiał czekać, aż pięć dni do tego spotkania. Jednakże
myśląc o czasie, który Ann spędza z rodzicami pomyślał, że dobrze zrobił nie
spiesząc się na to spotkanie.
Była osiemnasta czterdzieści dwie. Przeglądał się w lustrze i poprawiał ułożone na żel włosy. Miał na sobie ciemne spodnie, błękitną koszulę, której dwa ostatnie guziki były rozpięte i marynarkę pod kolor spodni. Nigdy nie przywiązywał większej wagi do wyglądu, ale na Ann chciał zrobić szczególne wrażenie. Spryskał się perfumami i chwyciwszy kluczyki z komody wyszedł z domu.
Stanął przed posesją Warmerów. Wziął głęboki oddech, wyszedł z samochodu i wcisnął dzwonek. Furtka zabrzęczała. Pchnął ją i wszedł na piękny pozbruk. Szedł dość niepewnie. Bał się. To była ich pierwsza tak poważna randka. Kiedy doszedł do schodów drzwi się otworzyły, a stanął w nich pan Witold.
– Witaj Michaelu! – powiedział uradowany.
Chłopak wspiął się po schodach i uścisnął dłoń mężczyźnie.
– Ann zaraz zejdzie. Isabel pomaga jej w czymś. Wiesz, babskie sprawy – zaśmiał się. – Wchodź, zapraszam.
Pan Warmer zaprosił go do salonu, zaproponował coś do picia, ale chłopak nie potrafił nic przełknąć. Nerwy wzięły górę.
– Oho, już idą! – zaśmiał się starszy z panów.
Blondyn pospiesznie wstał z kanapy, na której chwilę wcześniej usiadł, zapiął marynarkę i wygładził jej poły. Ze schodów schodziła Ann. Miała rozpuszczone włosy tak, jak bardziej lubił, delikatny makijaż, który dodawał jej niewinności i piękną błękitną sukienkę, która od pasa w dół była rozkloszowana. Całość dopełniały ciemne szpilki i torebka w tym samym odcieniu. Wyglądała jak księżniczka.
– Widzę, żeście się dogadali, co do kreacji – zaśmiała się pani Isabel ze szczytu schodów.
Bez zastanowienia Michael podszedł do dziewczyny i złożył subtelny pocałunek na jej policzku.
– Wyglądasz pięknie – powiedział.
Uśmiechnęła się. Spojrzała na swoje stopy, przestąpiła z nogi na nogę i ponownie zatopiła wzrok w jego jasnych oczach. Zaczęła poruszać ustami, a te ułożyły się w jedno piękne, bezgłośne słowo. „Dziękuję”. Był oczarowany. Nie wiedział, co powiedzieć. Wiedział, że ten gest skierowany był tylko do niego i jej rodzice nie byli w stanie go dostrzec.
– Kochani, lećcie już, bo się spóźnicie! – zaśmiał się Witold.
– Momencik! – powiedział blondyn. Włożył rękę za poły swej marynarki i wyją z niej opaskę na oczy. Wyciągnął dłoń, na której spoczywała w kierunku Ann. Popatrzyła na nią i zaśmiała się bezgłośnie. Pokiwała głową i nałożyła opaskę.
Była osiemnasta czterdzieści dwie. Przeglądał się w lustrze i poprawiał ułożone na żel włosy. Miał na sobie ciemne spodnie, błękitną koszulę, której dwa ostatnie guziki były rozpięte i marynarkę pod kolor spodni. Nigdy nie przywiązywał większej wagi do wyglądu, ale na Ann chciał zrobić szczególne wrażenie. Spryskał się perfumami i chwyciwszy kluczyki z komody wyszedł z domu.
Stanął przed posesją Warmerów. Wziął głęboki oddech, wyszedł z samochodu i wcisnął dzwonek. Furtka zabrzęczała. Pchnął ją i wszedł na piękny pozbruk. Szedł dość niepewnie. Bał się. To była ich pierwsza tak poważna randka. Kiedy doszedł do schodów drzwi się otworzyły, a stanął w nich pan Witold.
– Witaj Michaelu! – powiedział uradowany.
Chłopak wspiął się po schodach i uścisnął dłoń mężczyźnie.
– Ann zaraz zejdzie. Isabel pomaga jej w czymś. Wiesz, babskie sprawy – zaśmiał się. – Wchodź, zapraszam.
Pan Warmer zaprosił go do salonu, zaproponował coś do picia, ale chłopak nie potrafił nic przełknąć. Nerwy wzięły górę.
– Oho, już idą! – zaśmiał się starszy z panów.
Blondyn pospiesznie wstał z kanapy, na której chwilę wcześniej usiadł, zapiął marynarkę i wygładził jej poły. Ze schodów schodziła Ann. Miała rozpuszczone włosy tak, jak bardziej lubił, delikatny makijaż, który dodawał jej niewinności i piękną błękitną sukienkę, która od pasa w dół była rozkloszowana. Całość dopełniały ciemne szpilki i torebka w tym samym odcieniu. Wyglądała jak księżniczka.
– Widzę, żeście się dogadali, co do kreacji – zaśmiała się pani Isabel ze szczytu schodów.
Bez zastanowienia Michael podszedł do dziewczyny i złożył subtelny pocałunek na jej policzku.
– Wyglądasz pięknie – powiedział.
Uśmiechnęła się. Spojrzała na swoje stopy, przestąpiła z nogi na nogę i ponownie zatopiła wzrok w jego jasnych oczach. Zaczęła poruszać ustami, a te ułożyły się w jedno piękne, bezgłośne słowo. „Dziękuję”. Był oczarowany. Nie wiedział, co powiedzieć. Wiedział, że ten gest skierowany był tylko do niego i jej rodzice nie byli w stanie go dostrzec.
– Kochani, lećcie już, bo się spóźnicie! – zaśmiał się Witold.
– Momencik! – powiedział blondyn. Włożył rękę za poły swej marynarki i wyją z niej opaskę na oczy. Wyciągnął dłoń, na której spoczywała w kierunku Ann. Popatrzyła na nią i zaśmiała się bezgłośnie. Pokiwała głową i nałożyła opaskę.
*
Pomógł jej wyjść z
samochodu. Przełożył jej rękę przez ramię i powolnie prowadził do budynku.
Kiedy stali przed budynkiem zdjął jej z oczu opaskę.
Wydawała się być zaskoczona. Utkwiła wzrok w budowli, po czym rozejrzała się dookoła. Wyjęła z torebki telefon i wystukała wiadomość.
Wydawała się być zaskoczona. Utkwiła wzrok w budowli, po czym rozejrzała się dookoła. Wyjęła z torebki telefon i wystukała wiadomość.
Od
Ann:
To Twój dom?
To Twój dom?
Michael skinął głową.
Ponownie przełożył przez ramię jej dłoń i poprowadził ją do środka. Stanęli w
przedpokoju. Salon był urządzony bardzo urokliwie. W kominku trzeszczało palące
się drewno. Przy pięknie nakrytym stoliku dla dwojga paliły się świece. Tak samo z resztą jak w
różnych zakamarkach salonu. Ann była zachwycona. Jej oczy błyszczały, a usta
przypominały listerę „O”. Michael uśmiechnął się do siebie i podziękował w
duchu, że ma tak wspaniałego przyjaciela jak Stefan, który rozpalił ogień w
kominku i podpalił świece.
Kiedy wyrwała się z szoku,
chwyciła smartfona.
Od
Ann:
Sam to wszystko przygotowałeś?
Sam to wszystko przygotowałeś?
Zaśmiał
się i odpowiedział:
Od
Michael:
Nie. Stefan pomógł mi z ogniem, a kolacja… nie jestem najlepszym kucharzem. Nie chciałbym, żeby to była nasza ostatnia randka. ;)
Nie. Stefan pomógł mi z ogniem, a kolacja… nie jestem najlepszym kucharzem. Nie chciałbym, żeby to była nasza ostatnia randka. ;)
Na
wiadomość o ostatniej randce Ann posmutniała. Dopiero po chwili
zorientował się jaką gafę popełnił.
Pospiesznie chwycił telefon i wystukał w niego:
Od
Michael:
Smacznego. Pamiętaj, że po kolacji czeka na nas deser. ;)
Smacznego. Pamiętaj, że po kolacji czeka na nas deser. ;)
Uśmiechnęła się i chwyciła
sztućce.
Kolacja minęła im bardzo przyjemnie. Raz po raz wymieniali się wiadomościami. Było miło. Nigdy wcześniej cisza nie była dla niego tak swobodna.
Tak, jak obiecał, po kolacji przyszła pora na deser. Postawił przed nią naleśniki z lodami. Ich ulubione połączenie. Na widok słodkości Ann chwyciła komórkę.
Kolacja minęła im bardzo przyjemnie. Raz po raz wymieniali się wiadomościami. Było miło. Nigdy wcześniej cisza nie była dla niego tak swobodna.
Tak, jak obiecał, po kolacji przyszła pora na deser. Postawił przed nią naleśniki z lodami. Ich ulubione połączenie. Na widok słodkości Ann chwyciła komórkę.
Od
Ann:
Czy to z tej knajpki, w której jedliśmy naleśniki?
Czy to z tej knajpki, w której jedliśmy naleśniki?
Zaśmiał się i pokręcił
głową.
Od
Michael:
Przejrzałaś mnie. :)
Przejrzałaś mnie. :)
Zaśmiała się, ale tym razem
z jej ust wydobył się dźwięk. Michael otworzy szeroko oczy. Chciał usłyszeć to
kolejny raz. Ann spuściła wzrok na ekran aparatu, a on zastanawiał się, czy mu
się to przypadkiem nie wydawało.
Od
Ann:
To dobrze. Tylko tam serwują takie pyszności. ;)
To dobrze. Tylko tam serwują takie pyszności. ;)
Po
deserze przenieśli się na kanapę. W ich głowach szumiał alkohol. Kończyli już
wino, a w zanadrzu mieli kolejną butelkę.
Od
Ann:
Nigdy nie byłam na takiej randce.
Nigdy nie byłam na takiej randce.
Był
zdziwiony jej wyznaniem.
Od
Michael:
Podoba Ci się?
Podoba Ci się?
Spojrzała
na niego i pogładziła go dłonią po policzku.
Od
Ann:
Nawet nie wiesz jak bardzo.
Nawet nie wiesz jak bardzo.
Michael
chwycił jej dłoń i ucałował jej wnętrze. Zarumieniła się.
Od
Michael:
Myślałem, że wyobrażałaś sobie restaurację i coś w tym stylu.
Myślałem, że wyobrażałaś sobie restaurację i coś w tym stylu.
Pokręciła
głową i szeroko się uśmiechnęła.
Od
Ann:
Nie ważne gdzie. Ważne, że z Tobą, Michi.
Nie ważne gdzie. Ważne, że z Tobą, Michi.
Podniósł
wzrok znad telefonu i spostrzegł, że Ann intensywnie mu się przygląda. Znów ta
elektryzująca iskra. Nie potrafił odciągnąć wzrok od jej oczu. Ona tymczasem
nie przerywając kontaktu wzrokowego przybliżyła się do niego. Czuł na wargach
jej słodki oddech. Kiedy była już tylko milimetry od niego, przymknęła powieki,
a on zrobił to samo. Złączyła ich usta w pocałunku.
Nie był taki jak wszystkie ich pocałunki. Nie był z początku subtelny lecz od razu zaciekły, pełen pożądania. Położyła ręce na jego karku, a on chwycił ją w talii. Pospiesznie wpełzła mu na kolana. Wodziła dłońmi w jego włosach, a on z kolei badał jej ciało. Kiedy zjechał dłonią na jej udo, poczuł jak wciąga gwałtownie powietrze. Ich oddechy były ciężkie, ale zsynchronizowane. Michael utorował drogę pocałunków od jej ust, przez obojczyk, aż do ramienia. Jęknęła cicho, a jemu wydawało się, że to najpiękniejszy dźwięk, jak może wydobyć się z jej ust. Pieścił językiem jej szyję, gdy zaczęła rozpinać jego koszulę.
Oderwał się od niej gwałtowanie i spojrzał na nią pytająco. W jej oczach czaiła się dezorientacja, dlatego chwycił telefon i wystukał w nim:
Nie był taki jak wszystkie ich pocałunki. Nie był z początku subtelny lecz od razu zaciekły, pełen pożądania. Położyła ręce na jego karku, a on chwycił ją w talii. Pospiesznie wpełzła mu na kolana. Wodziła dłońmi w jego włosach, a on z kolei badał jej ciało. Kiedy zjechał dłonią na jej udo, poczuł jak wciąga gwałtownie powietrze. Ich oddechy były ciężkie, ale zsynchronizowane. Michael utorował drogę pocałunków od jej ust, przez obojczyk, aż do ramienia. Jęknęła cicho, a jemu wydawało się, że to najpiękniejszy dźwięk, jak może wydobyć się z jej ust. Pieścił językiem jej szyję, gdy zaczęła rozpinać jego koszulę.
Oderwał się od niej gwałtowanie i spojrzał na nią pytająco. W jej oczach czaiła się dezorientacja, dlatego chwycił telefon i wystukał w nim:
Od
Michael:
Jesteś pewna?
Jesteś pewna?
Kiedy
to przeczytała, westchnęła. Popatrzyła na niego poważnie. Dotknęła dłonią jego
rozgrzanego policzka i przybliżyła się do niego, skradła z jego warg delikatny
pocałunek. Odsunęła się i napisała:
Od
Ann:
Jak niczego innego.
Jak niczego innego.
Kiedy
podniósł wzrok znad ekranu, Ann oparła swoją klatkę piersiową o jego tors i
ponowiła pocałunki. Nakryła swymi ustami jego i mocno go całowała. Rozpoczęła
wędrówkę. Wędrowała po jego brodzie, szyi, policzkach. Michael natomiast chwycił ją za uda i
powolnie sunął ręką w górę. Ann zadrżała pod jego dotykiem. Teraz to on całował
ją zachłannie. Dziewczyna zaczęła rozpinać jego koszulę. Szło jej to bardzo sprawnie.
Pokonywała jeden guziczek za drugim. Kiedy dobrnęła do ostatniego zsunęła ją z
jego ramion. Zaczęła je całować, następna była szyja i tors. Michael chwycił ją za
pośladki i uniósł by, oplotła go nogami. Tak też zrobiła. Wstał, nadal ją
podtrzymując i skierował kroki do swojej sypialni.
„Bo bez Ciebie życie
traci sens jakikolwiek,
Bez Ciebie nie mogę nawet w nocy zmrużyć powiek.
Każdy dzień i każdą noc chcę być tylko przy Tobie,
Jesteś dla mnie najpiękniejszą, najwspanialszą z kobiet.”
Bez Ciebie nie mogę nawet w nocy zmrużyć powiek.
Każdy dzień i każdą noc chcę być tylko przy Tobie,
Jesteś dla mnie najpiękniejszą, najwspanialszą z kobiet.”
*********************************
Hej Kochane! ;*
Jak Wam się podoba? :)
Myślcie, że teraz wszystko się zmieni? :)
W
przyszłym tygodniu rozdział się niestety nie pojawi. :(
Po pierwsze dlatego, że w sobotę wybieram się na mecz, więc piątek zapowiada się dość intensywnie w kwestii pracy domowej i ogarnięcia choć części materiału na poniedziałek, a poza tym chcę choć troszkę nadrobić zaległości u Was. Jest mi strasznie głupio zapraszać do siebie, gdy mam tak straszne zaległości na Waszych blogach. :(
Po pierwsze dlatego, że w sobotę wybieram się na mecz, więc piątek zapowiada się dość intensywnie w kwestii pracy domowej i ogarnięcia choć części materiału na poniedziałek, a poza tym chcę choć troszkę nadrobić zaległości u Was. Jest mi strasznie głupio zapraszać do siebie, gdy mam tak straszne zaległości na Waszych blogach. :(
Kochane, naprawdę Was przepraszam, bo ostatnio niemalże cały czas zawalam. :(
Mam nadzieję, że choć troszkę mnie rozumiecie. :(
Mam nadzieję, że choć troszkę mnie rozumiecie. :(
Dziękuję, że jesteście! ♥
Ściskam Was mocno, moje Najukochańsze. ;* ♥