Drogi Michaelu!
Kiedy pisałam o pikniku… pisałam szczerze.
Wiem, że SMS-y znikną, dlatego napiszę to listownie.
Nigdy, przenigdy nie wymarzyłam sobie piękniejszego pikniku. Na zawsze zapamiętam smak tamtych lodów, słodyczy truskawek oraz Twoich rozżarzonych ust.
Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało.
Dziękuję!
Kiedy pisałam o pikniku… pisałam szczerze.
Wiem, że SMS-y znikną, dlatego napiszę to listownie.
Nigdy, przenigdy nie wymarzyłam sobie piękniejszego pikniku. Na zawsze zapamiętam smak tamtych lodów, słodyczy truskawek oraz Twoich rozżarzonych ust.
Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało.
Dziękuję!
Twoja Ann
Na zawsze Twoja
∞
Zła aura, jaka panowała
jeszcze kilkanaście dni temu odeszła w zapomnienie. Znad miasteczka zniknęły
chmury, ustępując miejsca promieniom słonecznym. Ludzie zrzucili płaszcze i
ponownie cieszyli się chwilami gorąca. Z szerokim uśmiechem na ustach, ubrany w
cienką, błękitną koszulę i jasne, równie cienkie spodnie, siedząc za kierownicą
samochodu, zmierzał do Ann. Na siedzeniu obok leżał duży piknikowy kosz, pełen
smakołyków. Na tylnim siedzeniu znajdował się gruby koc. Myśl o tym, że już niedługo
znowu się z nią spotka, napawała go takim podekscytowaniem, że noga sama
mocniej cisnęła pedał gazu.
Pospiesznie minął ludzi tłoczących się na ciasnych korytarzach szpitala i nie zważając na niemiłe komentarze pod jego adresem zapukał do jednych z drzwi. Odpowiedziało mu ciche „proszę”. Wychylił się zza nich i ujrzał doktora Krause. Mężczyzna uniósł wzrok, a widząc kto stoi w drzwiach, ruchem ręki zaprosił go do środka.
– Dzień dobry, panie doktorze – odezwał się z uśmiechem.
– Dzień dobry, niech pan wybaczy, zapewne pacjenci już się niecierpliwią, ale mam tyle roboty, że nie wiem w co najpierw ręce włożyć. Pozwoli pan, że podczas naszej rozmowy będę wykonywał moje obowiązki, dobrze?
– Oczywiście, rozumiem. Chciałem tylko zapytać… Czy ten spacer z Ann jest nadal aktualny?
Lekarz uniósł wzrok znad wypisywanej karty jednego z pacjentów i spojrzał na niego dużymi brązowymi oczyma.
– To znaczy… – dodał szybko – pan doktor mówił, że jak tylko pogoda się poprawi, Ann będzie mogła wyjść na mały spacer. Jest gorąco i pomyślałem, że to ten dzień – wyjaśnił.
Mężczyzna chwilę lustrował postać młodego Austriaka. Wyraz jego twarzy nie mówił nic, a tęczówki zdradzały równie mało. Po kilku sekundach uśmiechnął się szeroko.
– Podoba mi się, że ktoś mnie słucha – obdarzył Michaela szczerym uśmiechem. – Oczywiście, proszę przysłać tutaj pielęgniarkę, wyrażę moją zgodę, a ona przyszykuję panią Warmer do wyjść na zewnątrz. Poinformuje pan rodziców pacjentki? Obawiam się, że nie dam rady się stąd ruszyć.
Hayböckowi serce zabiło szybciej. Uśmiechnął się od ucha do ucha i energicznie pokiwał głową.
– Oczywiście, tak zrobię.
– W takim razie, proszę przysłać tutaj jedną z pielęgniarek dyżurnych, no i oczywiście życzę państwu udanego spaceru – zaśmiał się starszy z panów.
– Dziękuję, do zobaczenia – rzucił niemal biegnąc do drzwi.
Szybko szedł w stronę szpitalnej sali Ann. Dostrzegł wychodzącą z niej pielęgniarkę.
– Przepraszam! – podbiegł do niej. – Doktor Krause prosił, by przyszła pani do jego gabinetu, Ann ma wyjść dziś na dwór – powiedział uradowany.
Kobieta widząc jego entuzjazm i podekscytowanie kiwnęła głową i z uśmiechem na ustach poszła w stronę gabinetu lekarza.
Blondyn wziął głęboki oddech i zapukał do drzwi. Wiedział, że znajdują się tam jej rodzice, dlatego znacznie bardziej komfortowo było zapukać. Wychylił nos zza nich i zobaczył uśmiechnięte twarze całej trójki. Przekroczył próg z uśmiechem tak samo szerokim, jak uśmiechy zgromadzonej trójki.
– Dzień dobry – rzucił.
– Witaj – zgodnie odpowiedziało małżeństwo.
Podszedł bliżej łóżka. Ann patrzyła na niego wielkimi oczyma i z szerokim uśmiechem naklejonym na usta. Dłonie wyprostowała tak, że mógł wierzch dłoni skierowała ku niemu, a czubki palców skierowała ku sobie. Obie dłonie skierowała do góry, robiąc taki ruch, jakby otwierały się szlabany. Następnie prawą dłoń podniosła na wysokość swojej twarzy, zetknęła kciuk z palcem wskazującym, a resztę palców wyprostowała. Był tym oczarowany. Po raz pierwszy zwróciła się do niego językiem migowym. Z całej gestykulacji zrozumiał tylko ostatni znak. „Dobrze.” Uśmiechnął się do niej i ucałował jej policzek.
– Powiedziała „dzień dobry” – wyjaśniła Isabel.
– Och.
– Chcesz jej odpowiedzieć? – zapytał mężczyzna.
Michael energicznie przytaknął głową. Pan Witold powoli pokazywał mu te same ruchy, które wcześniej wykonywała jego córka. Po chwili Michael płynnie przywitał się z dziewczyną. Jej uśmiech się poszerzył. Zaczęła klaskać w dłonie. Widząc jej radość serce mu się ścisnęło.
– Przepraszam, zapomniałem państwu powiedzieć. Czy nie byłoby problemu, gdybym dziś wyszedł z Ann na spacer. Rozmawiałem już z lekarzem – powiedział, zwracając się do rodziców dziewczyny.
Matka Ann gwałtownie odwróciła głowę w kierunku męża. Wydawała się zaskoczona i to… niemile. Usta miała rozchylone, a oczy wytrzeszczone.
– Coś nie tak? – zapytał niepewnie Michael.
Kobieta długo jeszcze patrzyła na męża. Ten bez słowa wpatrywał się w łóżko jedynej córki. Pani Warmer w końcu się ocknęła i spojrzała na młodzieńca. W jej oczach błądziło zakłopotanie.
– Wybacz, Michaelu. Jestem zaskoczona, ponieważ nie pomyślałam, że mógłby to zrobić ktoś inny niż my. Ale oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie. Weźmiesz Ann na spacer, a my w tym czasie pojedziemy po jakieś zakupy dla niej – powiedziała racjonalnie.
– Dziękuję – powiedział pół szeptem.
W tym momencie drzwi pomieszczenia się otworzyły, a do pomieszczenia weszła pielęgniarka z wózkiem inwalidzkim. Matka Ann odwróciła się do córki i mówiła wolno, jednocześnie migając.
– Pani pielęgniarka się tobą zajmie, a później Michael pójdzie z tobą na spacer. Co ty na to?
Ann energicznie potwierdziła głową i zaczęła kreślić jakieś znaki w powietrzu.
– Powiedziała, że jest zachwycona – wyjaśniła Isabel patrząc kątem oka na Hayböck.
Pospiesznie minął ludzi tłoczących się na ciasnych korytarzach szpitala i nie zważając na niemiłe komentarze pod jego adresem zapukał do jednych z drzwi. Odpowiedziało mu ciche „proszę”. Wychylił się zza nich i ujrzał doktora Krause. Mężczyzna uniósł wzrok, a widząc kto stoi w drzwiach, ruchem ręki zaprosił go do środka.
– Dzień dobry, panie doktorze – odezwał się z uśmiechem.
– Dzień dobry, niech pan wybaczy, zapewne pacjenci już się niecierpliwią, ale mam tyle roboty, że nie wiem w co najpierw ręce włożyć. Pozwoli pan, że podczas naszej rozmowy będę wykonywał moje obowiązki, dobrze?
– Oczywiście, rozumiem. Chciałem tylko zapytać… Czy ten spacer z Ann jest nadal aktualny?
Lekarz uniósł wzrok znad wypisywanej karty jednego z pacjentów i spojrzał na niego dużymi brązowymi oczyma.
– To znaczy… – dodał szybko – pan doktor mówił, że jak tylko pogoda się poprawi, Ann będzie mogła wyjść na mały spacer. Jest gorąco i pomyślałem, że to ten dzień – wyjaśnił.
Mężczyzna chwilę lustrował postać młodego Austriaka. Wyraz jego twarzy nie mówił nic, a tęczówki zdradzały równie mało. Po kilku sekundach uśmiechnął się szeroko.
– Podoba mi się, że ktoś mnie słucha – obdarzył Michaela szczerym uśmiechem. – Oczywiście, proszę przysłać tutaj pielęgniarkę, wyrażę moją zgodę, a ona przyszykuję panią Warmer do wyjść na zewnątrz. Poinformuje pan rodziców pacjentki? Obawiam się, że nie dam rady się stąd ruszyć.
Hayböckowi serce zabiło szybciej. Uśmiechnął się od ucha do ucha i energicznie pokiwał głową.
– Oczywiście, tak zrobię.
– W takim razie, proszę przysłać tutaj jedną z pielęgniarek dyżurnych, no i oczywiście życzę państwu udanego spaceru – zaśmiał się starszy z panów.
– Dziękuję, do zobaczenia – rzucił niemal biegnąc do drzwi.
Szybko szedł w stronę szpitalnej sali Ann. Dostrzegł wychodzącą z niej pielęgniarkę.
– Przepraszam! – podbiegł do niej. – Doktor Krause prosił, by przyszła pani do jego gabinetu, Ann ma wyjść dziś na dwór – powiedział uradowany.
Kobieta widząc jego entuzjazm i podekscytowanie kiwnęła głową i z uśmiechem na ustach poszła w stronę gabinetu lekarza.
Blondyn wziął głęboki oddech i zapukał do drzwi. Wiedział, że znajdują się tam jej rodzice, dlatego znacznie bardziej komfortowo było zapukać. Wychylił nos zza nich i zobaczył uśmiechnięte twarze całej trójki. Przekroczył próg z uśmiechem tak samo szerokim, jak uśmiechy zgromadzonej trójki.
– Dzień dobry – rzucił.
– Witaj – zgodnie odpowiedziało małżeństwo.
Podszedł bliżej łóżka. Ann patrzyła na niego wielkimi oczyma i z szerokim uśmiechem naklejonym na usta. Dłonie wyprostowała tak, że mógł wierzch dłoni skierowała ku niemu, a czubki palców skierowała ku sobie. Obie dłonie skierowała do góry, robiąc taki ruch, jakby otwierały się szlabany. Następnie prawą dłoń podniosła na wysokość swojej twarzy, zetknęła kciuk z palcem wskazującym, a resztę palców wyprostowała. Był tym oczarowany. Po raz pierwszy zwróciła się do niego językiem migowym. Z całej gestykulacji zrozumiał tylko ostatni znak. „Dobrze.” Uśmiechnął się do niej i ucałował jej policzek.
– Powiedziała „dzień dobry” – wyjaśniła Isabel.
– Och.
– Chcesz jej odpowiedzieć? – zapytał mężczyzna.
Michael energicznie przytaknął głową. Pan Witold powoli pokazywał mu te same ruchy, które wcześniej wykonywała jego córka. Po chwili Michael płynnie przywitał się z dziewczyną. Jej uśmiech się poszerzył. Zaczęła klaskać w dłonie. Widząc jej radość serce mu się ścisnęło.
– Przepraszam, zapomniałem państwu powiedzieć. Czy nie byłoby problemu, gdybym dziś wyszedł z Ann na spacer. Rozmawiałem już z lekarzem – powiedział, zwracając się do rodziców dziewczyny.
Matka Ann gwałtownie odwróciła głowę w kierunku męża. Wydawała się zaskoczona i to… niemile. Usta miała rozchylone, a oczy wytrzeszczone.
– Coś nie tak? – zapytał niepewnie Michael.
Kobieta długo jeszcze patrzyła na męża. Ten bez słowa wpatrywał się w łóżko jedynej córki. Pani Warmer w końcu się ocknęła i spojrzała na młodzieńca. W jej oczach błądziło zakłopotanie.
– Wybacz, Michaelu. Jestem zaskoczona, ponieważ nie pomyślałam, że mógłby to zrobić ktoś inny niż my. Ale oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie. Weźmiesz Ann na spacer, a my w tym czasie pojedziemy po jakieś zakupy dla niej – powiedziała racjonalnie.
– Dziękuję – powiedział pół szeptem.
W tym momencie drzwi pomieszczenia się otworzyły, a do pomieszczenia weszła pielęgniarka z wózkiem inwalidzkim. Matka Ann odwróciła się do córki i mówiła wolno, jednocześnie migając.
– Pani pielęgniarka się tobą zajmie, a później Michael pójdzie z tobą na spacer. Co ty na to?
Ann energicznie potwierdziła głową i zaczęła kreślić jakieś znaki w powietrzu.
– Powiedziała, że jest zachwycona – wyjaśniła Isabel patrząc kątem oka na Hayböck.
*
Pchał wózek z Ann przed siebie.
Kierował się na obszernym, wysłany małymi kamyczkami chodnikiem. Zmierzali do
miejsca, gdzie znajduje się małe oczko wodne. To tam, zawsze przebywali
pacjenci. Mały park za szpitalem dodawał mu radości i ciepła. Wypielęgnowana,
zielona trawa, dokładnie przycięte żywopłoty, kolorowe kwiaty posadzone
gdzieniegdzie i to małe, urokliwe oczko wodne, stanowiące punkt centralny,
wyglądały jak ogród godny miana ogrodu angielskiego.
Kiedy byli kilka metrów od małego zbiornika wody, Michael zatrzymał się. Rozłożył koc w kartę na miękkiej trawie, chwycił koszyk, który Ann trzymała na swoich szczupłych kolanach, postawił go obok i ujął dziewczynę za dłonie. Pomógł jej powolnie wstać i przysiąść na przygotowanym wcześniej siedzisku.
– Wygodnie ci? Może chciałabyś jakąś poduszkę? – zapytał spoglądając jej głęboko w oczy.
Uśmiechnęła się i pokiwała z przecząco głową. Zaczęła bezgłośnie chichotać. Przymknął oczy. Przypomniało mu się, że przecież ciemnowłosa piękność go nie słyszy. Pospiesznie wyjął telefon z kieszeni, lecz poczuł jej dłoń na swoim nadgarstku. Pokiwała przecząco głową i poszerzyła uśmiech. Patrzył na nią nie do końca rozumiejąc, o co jej chodzi. Teatralnie westchnęła i ująwszy w dłonie swój telefon, wystukała do niego wiadomość.
Kiedy byli kilka metrów od małego zbiornika wody, Michael zatrzymał się. Rozłożył koc w kartę na miękkiej trawie, chwycił koszyk, który Ann trzymała na swoich szczupłych kolanach, postawił go obok i ujął dziewczynę za dłonie. Pomógł jej powolnie wstać i przysiąść na przygotowanym wcześniej siedzisku.
– Wygodnie ci? Może chciałabyś jakąś poduszkę? – zapytał spoglądając jej głęboko w oczy.
Uśmiechnęła się i pokiwała z przecząco głową. Zaczęła bezgłośnie chichotać. Przymknął oczy. Przypomniało mu się, że przecież ciemnowłosa piękność go nie słyszy. Pospiesznie wyjął telefon z kieszeni, lecz poczuł jej dłoń na swoim nadgarstku. Pokiwała przecząco głową i poszerzyła uśmiech. Patrzył na nią nie do końca rozumiejąc, o co jej chodzi. Teatralnie westchnęła i ująwszy w dłonie swój telefon, wystukała do niego wiadomość.
Od
Ann:
W porządku. Zrozumiałam. :) Obejdzie się bez poduszki. Możemy choć raz nie używać tych urządzeń? Chciałabym, żebyś poczuł tę ciszę, co ja. Po prostu pomilczmy.
W porządku. Zrozumiałam. :) Obejdzie się bez poduszki. Możemy choć raz nie używać tych urządzeń? Chciałabym, żebyś poczuł tę ciszę, co ja. Po prostu pomilczmy.
Uśmiechnął się znad ekranu.
Skinął głową i wziął do ręki koszyk. Wyjął z niego przygotowany posiłek.
Kolejno wyjął kilka pudełek. Ann otwierała ich wieczka i zachwycała się
smakołykami. W jednym z nich znalazła szkockie ciasteczka, które tak
uwielbiała, w innym naleśniki z nadzieniem, oblane czekoladą. Kolejne pudełko
zaopatrzone było w truskawki, a leżące obok niego wypełnione było ciepłą
czekoladą. Podniosła wzrok znad truskawek i czekolady i uniosła brew patrząc na
Michaela. Wzruszył ramionami, niewinnie się przy tym uśmiechając. W kolejnych
pudełkach znajdowały się winogrona, banany w plasterkach i inne pyszności. Największe
pudełko, sprawiło jej najwięcej kłopotu z jego otwarciem. Z małą pomocą
Michaela po chwili udało jej się zdjąć wieko. Było to pudełko termiczne, a w
nim znajdowały się lody. Sześć smaków w sześciu oddzielnych przegródkach.
Podniosła zachwycony wzrok na chłopaka. Ten z niemądrym uśmiechem wyjął dwie
łyżeczki i uniósł jej na wysokość swej twarzy. Ann pospiesznie chwyciła jedną i
zatopiła ją w słodkich lodach.
Kiedy tylko jej usta zetknęły się ze słodkim ochłodzeniem, przymknęło powieki i wygięła usta w delikatnym uśmiechu. Delektowała się nimi. Nie potrafił się powstrzymać. Przybliżył się do niej i subtelnie ucałował jej policzek. Pospiesznie otworzyła oczy. Ich spojrzenia się skrzyżowały. Znów wytworzyła się ta elektryzująca nić. Dziewczyna przybliżyła się i skradła pocałunek z jego ust. Najpierw delikatnie muskali swe wargi. Dopiero, gdy Ann wyraziła inicjatywę Michael zaczął wędrówkę swego języka w jej ustach. Ich języki tańczyły szalone tango. I w tym momencie skoczek zaczął zastanawiać się, czy oni kiedykolwiek zatańczą takie tango. Kiedy odsunęli się od siebie, zielonooka zauważyła, że z tęczówek Michaela uciekł blask. Uśmiechnęła się do niego ciepło i pogładziła jego policzek. Chwyciła łyżeczkę, nabrała na nią czekoladowych lodów i zatopiła ją w jego ustach. To samo robiła z truskawkami. Maczała je w lepkiej, pysznej czekoladzie, a następnie karmiła go. Poczuła się, jakby była do tego stworzona. Do karmienia go każdego dnia. Do kamienia go każdej nocy. Do karmienia go truskawkami przez całe życie. Ich życie
Kiedy tylko jej usta zetknęły się ze słodkim ochłodzeniem, przymknęło powieki i wygięła usta w delikatnym uśmiechu. Delektowała się nimi. Nie potrafił się powstrzymać. Przybliżył się do niej i subtelnie ucałował jej policzek. Pospiesznie otworzyła oczy. Ich spojrzenia się skrzyżowały. Znów wytworzyła się ta elektryzująca nić. Dziewczyna przybliżyła się i skradła pocałunek z jego ust. Najpierw delikatnie muskali swe wargi. Dopiero, gdy Ann wyraziła inicjatywę Michael zaczął wędrówkę swego języka w jej ustach. Ich języki tańczyły szalone tango. I w tym momencie skoczek zaczął zastanawiać się, czy oni kiedykolwiek zatańczą takie tango. Kiedy odsunęli się od siebie, zielonooka zauważyła, że z tęczówek Michaela uciekł blask. Uśmiechnęła się do niego ciepło i pogładziła jego policzek. Chwyciła łyżeczkę, nabrała na nią czekoladowych lodów i zatopiła ją w jego ustach. To samo robiła z truskawkami. Maczała je w lepkiej, pysznej czekoladzie, a następnie karmiła go. Poczuła się, jakby była do tego stworzona. Do karmienia go każdego dnia. Do kamienia go każdej nocy. Do karmienia go truskawkami przez całe życie. Ich życie
*
Ann siedziała w swojej sali,
którą w pewien sposób traktowała jak swój własny pokój. Michael siedział na
stołeczku obok, patrzyli sobie w oczy i trzymali się za ręce. Kreślił kółeczka
po jej delikatnej skórze. Ona uśmiechała się na tę pieszczotę. Podczas pikniku
po raz pierwszy porozumiewali się bez
słów. Ich pierwszy raz. Kolejny. Nadal tkwili w tym stanie. Jednakże Ann nie
wytrzymała. Wyswobodziła dłoń z objęć chłopaka i chwyciła telefon.
Od
Ann:
To był najpiękniejszy piknik w całym moim życiu. :))
To był najpiękniejszy piknik w całym moim życiu. :))
Kiedy to odczytał, jego
uśmiech się poszerzył. Pospiesznie wystukał odpowiedź.
Od
Michael:
Przyznaj się, że jedyny… ;)
Przyznaj się, że jedyny… ;)
Odczytawszy tę wiadomość,
znów bezgłośnie się zaśmiała. Michael pomyślał, że chyba nigdy nie znudzi mu
się ten widok.
Od
Ann:
Przejrzałeś mnie! :) Ale musisz mi wierzyć, że nigdy nie wymarzyłam sobie piękniejszego pikniku.
Przejrzałeś mnie! :) Ale musisz mi wierzyć, że nigdy nie wymarzyłam sobie piękniejszego pikniku.
Kiedy skończył przyswajać
to, co napisała dziewczyna, uniósł się i chciał ją ucałować, lecz nie było mu
to dane, gdyż do pomieszczenia wparowali rodzice Ann z torbami pełnymi zakupów.
„Uwierz mi, że
jedyne o czym marzę
to
Spędzić każdy dzień mojego życia z Tobą w parze”
Spędzić każdy dzień mojego życia z Tobą w parze”
______________________________
Hej Kochane! ;*
Wiem, że może się Wam nie podobać... :(
Być może za dużo tej sielanki, ale taki był mój zamysł i starałam się go zrealizować w stu procentach, ale nie wyszło mi tak, jak chciałam. :(
Zawaliłam, przepraszam. :(
Co do Waszych blogów, wszystko ponadrabiam. Zaległości są kolosalne, szkoła także pochłania niemal cały mój wolny czas, ale stopniowo kroczek po kroczku będę się u Was zjawiać. Obiecuję! ;* Wiem, że się powtarzam, ale nie chcę, byście pomyślały, że rzucam słowa na wiatr. :)
Dziękuję że jesteście! ♥
Dziękuję za tak wiele komentarzy pod ostatnimi rozdziałami! ♥
JESTEŚCIE WIELKIE! ♥
Całuję!
PS. Kto z Was ogląda skoki prosto z Wisły? :D
Mnie niestety jak zwykle pozostaje TV. ;)
Mnie niestety jak zwykle pozostaje TV. ;)