Drogi Michaelu!
Ta wiadomość była dla mnie szokiem.
Owładnął mną strach i smutek, ale zaraz po tym przyszła odwaga i radość.
Wspólnie stawimy czoła wszystkiemu.
Wspólnie poradzimy sobie ze wszystkim.
Ta wiadomość była dla mnie szokiem.
Owładnął mną strach i smutek, ale zaraz po tym przyszła odwaga i radość.
Wspólnie stawimy czoła wszystkiemu.
Wspólnie poradzimy sobie ze wszystkim.
Na zawsze Twoja Ann
∞
Michael siedział na kanapie
wpatrując się w telewizor. Był zły. Od ponad tygodnia nie miał kontaktu z Ann,
a od ponad trzech jej nie widział. Przez jego myśli przemknęły nawet myśli, że
może dopóki Ann nie będzie w pełni zdrowa, dopóki nie potwierdzą tego w stu procentach badania, odpuścić sobie treningi i zawody?
Przecież teraz to ona była najważniejsza.
Od tych myśli odpędzał go jednak przyjaciel. Stefan zapewniał go, że Ann nie będzie szczęśliwa, jeśli Michael odpuści treningi i zawody. Twierdził, że będzie się obwiniała, iż Michi nie może spełniać swoich celów, że będzie poczuwała się do odpowiedzialności za to, iż go ogranicza. Blondyn nie chciał, by dziewczyna miała jakiekolwiek poczucie winy, związane z jego osobą.
Miał dosyć tej ciszy. Braku dźwięku przechodzących wiadomości. Kilka razy był w domu państwa Warmer, ale zawsze wracała do domu bez niczego. Bez jakiejkolwiek wiedzy. To sprawiało, że czuł się jak głupiec.
Chwycił za telefon i ponownie wystukał wiadomość do dziewczyny:
Od tych myśli odpędzał go jednak przyjaciel. Stefan zapewniał go, że Ann nie będzie szczęśliwa, jeśli Michael odpuści treningi i zawody. Twierdził, że będzie się obwiniała, iż Michi nie może spełniać swoich celów, że będzie poczuwała się do odpowiedzialności za to, iż go ogranicza. Blondyn nie chciał, by dziewczyna miała jakiekolwiek poczucie winy, związane z jego osobą.
Miał dosyć tej ciszy. Braku dźwięku przechodzących wiadomości. Kilka razy był w domu państwa Warmer, ale zawsze wracała do domu bez niczego. Bez jakiejkolwiek wiedzy. To sprawiało, że czuł się jak głupiec.
Chwycił za telefon i ponownie wystukał wiadomość do dziewczyny:
Od
Michael:
Ann, co się z Tobą dzieje? Dlaczego nie piszesz? Dlaczego nie przychodzisz? Dlaczego nikt nie otwiera mi drzwi Twojego domu? Za chwilę oszaleję. Bardzo się o Ciebie boję… Błagam, daj jakiś znak życia. Cokolwiek.
Czy zrobiłem coś źle?
Ann, co się z Tobą dzieje? Dlaczego nie piszesz? Dlaczego nie przychodzisz? Dlaczego nikt nie otwiera mi drzwi Twojego domu? Za chwilę oszaleję. Bardzo się o Ciebie boję… Błagam, daj jakiś znak życia. Cokolwiek.
Czy zrobiłem coś źle?
Rzucił telefon na fotel obok,
wydając przy tym zirytowane westchnienie. Był zirytowany. Nienawidził
niewiedzy. Gardził nią. Podniósł się z siedziska i skierował do okna. Nic.
Cisza. Spokój. Żadnego śladu Ann.
Zaczęła ogarniać go panika. Co się z nią dzieje? Gdzie ona jest? A może trafiła do szpitala? Może jakieś powikłania po przeszczepie? W głowie kłębiły mu się najgorsze myśli.
Włączył laptop, wziął telefon do ręki i zaczął wydzwaniać do wszystkich szpitali. Bał się, że w którymś z nich może znajdować się jego ukochana. W każdym szpitalu kobiety po drugiej stronie słuchawki mówiły, że nie mogą udzielić mu informacji, ale słysząc jego narastająca panikę i zapewnienia, że jest osobą bliską, ulegały i odpowiadały, że nikogo takiego nie ma w ich placówce.
Po ponad godzinnym telefonowaniu wszędzie położył się bez radnie na łóżku. Nawet nie wiedział, kiedy odpłynął do krainy Morfeusza.
Zaczęła ogarniać go panika. Co się z nią dzieje? Gdzie ona jest? A może trafiła do szpitala? Może jakieś powikłania po przeszczepie? W głowie kłębiły mu się najgorsze myśli.
Włączył laptop, wziął telefon do ręki i zaczął wydzwaniać do wszystkich szpitali. Bał się, że w którymś z nich może znajdować się jego ukochana. W każdym szpitalu kobiety po drugiej stronie słuchawki mówiły, że nie mogą udzielić mu informacji, ale słysząc jego narastająca panikę i zapewnienia, że jest osobą bliską, ulegały i odpowiadały, że nikogo takiego nie ma w ich placówce.
Po ponad godzinnym telefonowaniu wszędzie położył się bez radnie na łóżku. Nawet nie wiedział, kiedy odpłynął do krainy Morfeusza.
*
Otaczał
go gęsty las. Było ciemno. Na niebie szalała burza. Wiatr wyginał konary drzew.
Szedł, rozglądając się dookoła. Wołał ją. Jej imię, które odbijało się echem.
Potykał się o wystające z ziemi korzenie potężnych drzew.
Był zrozpaczony. Miał na sobie podarte spodnie i poszarpany T-shirt. Włosy były potargane, a twarz brudne. Płakał. Łkał i nawoływał Ann.
Chwilę wcześniej uciekł stadu, wściekłych wygłodniałych wilków.
Doszedł jeziora. Księżyc odbijał się od tafli wody, a przeszywające pioruny niebo, rozjaśniały otaczającą go przestrzeń. Rozejrzał się dookoła. Zauważył ułożoną stertę liści. Górka, która z nich powstała, wyglądała nienaturalnie. Podbiegł tam. Zaczął odrzucać liście na boki. Zobaczył ją. Ann. Była zimna, blada i wyglądała na bardzo spokojną. Zaczął ją wołać. Potrząsnął jej ciałem, ale ani drgnęła. Zaczął całować jej zimną, blada twarz.
– Popatrz, Isabel – usłyszał za sobą.
Odwrócił się i ujrzał rodziców Ann.
– Ten gad uciekł nawet naszym pieskom – wycedził pan Warner. W jego głosie słychać było nienawiść i rozgoryczenie.
– Zabiłeś naszą córkę! – wrzasnęła rozpłakana Isabel.
Niesforne kosmyki wysunęły się z ciasnego koka. Ciemne włosy zdobiły pasma siwizny. Miała zapłakaną twarz i rozmazany makijaż. W niczym nie przypominała wcześniej poznanej pani Warmer.
– Nie! Ja… nie! – krzyczał.
– Powinieneś zdechnąć! Zgiń! – wrzeszczała.
– Isabel, spokojnie – przygarnął ją do siebie mąż. – Niech nasze pupilki się nim zajmą – gwizdnął, a z lasu wybiegła wataha wilków.
Kąsały go. Krew tryskała wszędzie. Jego ciało przeszywał niewyobrażalny ból. Zęby stworzeń zagłębiały się coraz głębiej, raniły jego ciało i odgryzały płat po płacie. Obraz mu się rozmył lecz nadal słyszał skandowanie rodziców Ann.
– Zgiń! Zgiń! Zgiń!
Był zrozpaczony. Miał na sobie podarte spodnie i poszarpany T-shirt. Włosy były potargane, a twarz brudne. Płakał. Łkał i nawoływał Ann.
Chwilę wcześniej uciekł stadu, wściekłych wygłodniałych wilków.
Doszedł jeziora. Księżyc odbijał się od tafli wody, a przeszywające pioruny niebo, rozjaśniały otaczającą go przestrzeń. Rozejrzał się dookoła. Zauważył ułożoną stertę liści. Górka, która z nich powstała, wyglądała nienaturalnie. Podbiegł tam. Zaczął odrzucać liście na boki. Zobaczył ją. Ann. Była zimna, blada i wyglądała na bardzo spokojną. Zaczął ją wołać. Potrząsnął jej ciałem, ale ani drgnęła. Zaczął całować jej zimną, blada twarz.
– Popatrz, Isabel – usłyszał za sobą.
Odwrócił się i ujrzał rodziców Ann.
– Ten gad uciekł nawet naszym pieskom – wycedził pan Warner. W jego głosie słychać było nienawiść i rozgoryczenie.
– Zabiłeś naszą córkę! – wrzasnęła rozpłakana Isabel.
Niesforne kosmyki wysunęły się z ciasnego koka. Ciemne włosy zdobiły pasma siwizny. Miała zapłakaną twarz i rozmazany makijaż. W niczym nie przypominała wcześniej poznanej pani Warmer.
– Nie! Ja… nie! – krzyczał.
– Powinieneś zdechnąć! Zgiń! – wrzeszczała.
– Isabel, spokojnie – przygarnął ją do siebie mąż. – Niech nasze pupilki się nim zajmą – gwizdnął, a z lasu wybiegła wataha wilków.
Kąsały go. Krew tryskała wszędzie. Jego ciało przeszywał niewyobrażalny ból. Zęby stworzeń zagłębiały się coraz głębiej, raniły jego ciało i odgryzały płat po płacie. Obraz mu się rozmył lecz nadal słyszał skandowanie rodziców Ann.
– Zgiń! Zgiń! Zgiń!
*
Gwałtownie otworzył oczu.
Był zlany potem. Głowa mu pulsowała. Usiadł, machinalnie spoglądając w telefon.
Nic. Żadnej wiadomości i żadnego połączenia. Wstał, powlókł się do szafy, wyjął
z niej koszulkę i dresy. Pospiesznie je włożył. Na nogi wzuł sportowe buty i
wybiegł z domu.
Biegł co sił w nogach. Z każdym kolejnym krokiem czuł coraz większe zmęczenie. Po dłuższym czasie czuł ból. Ból oplatający jego łydki, uda i brzuch. Czuł, że kręci mu się w głowie. Czuł, że robi mu się niedobrze. Jednakże musiał biec. Chciał choć na chwilę zapomnieć o złym śnie. Chciał przez chwilę nie przejmować się tym, co dzieje się z Ann.
Jednak nawet wykańczający bieg nie sprawił, że zapomniał.
Biegł co sił w nogach. Z każdym kolejnym krokiem czuł coraz większe zmęczenie. Po dłuższym czasie czuł ból. Ból oplatający jego łydki, uda i brzuch. Czuł, że kręci mu się w głowie. Czuł, że robi mu się niedobrze. Jednakże musiał biec. Chciał choć na chwilę zapomnieć o złym śnie. Chciał przez chwilę nie przejmować się tym, co dzieje się z Ann.
Jednak nawet wykańczający bieg nie sprawił, że zapomniał.
*
Wyszedł spod prysznica.
Miał mokre włosy i ręcznik owinięty dookoła bioder. Stanął przed szafą, z
której wyjął czarny T-shirt z logiem nike i spodnie dresowe tej samej marki.
Kiedy zamykał szafę, usłyszał dźwięk nachodzącej wiadomości. Rzucił ubrania, na
stojący niedaleko fotel i niemalże podbiegł do stolika nocnego, na którym
znajdował się telefon.
Kiedy spojrzał na ekran urządzenia, serce podskoczyło mu do gardła. Zaczęło wybijać intensywny rytm.
Kiedy spojrzał na ekran urządzenia, serce podskoczyło mu do gardła. Zaczęło wybijać intensywny rytm.
Od
Ann:
Możemy się spotkać? U mnie?
Możemy się spotkać? U mnie?
Widząc treść SMS-a
odetchnął z ulgą. Przetarł twarz i wziął głęboki oddech. Pospiesznie wystukał
odpowiedź.
Od
Michael:
Będę za 15 minut.
Będę za 15 minut.
*
Wchodził po schodkach
prowadzących na ganek posiadłości państwa Warmer. Drzwi się otworzyły, a przed
nim stanęła Ann. Miała włosy upięte w warkocz, luźną koszulkę, odsłaniającą ramiona
i czarne legginsy. Była blada.
Uśmiechnął się na jej widok, jednakże ona tego nie odwzajemniła. Próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko grymas. Zaprosiła go gestem ręki do środka. Wszedł do środka. Wyczuł napiętą atmosferę.
Rodzice Ann siedzieli w ciszy na kanapie w salonie. Kiedy Michael rzucił w ich kierunku niepewne „dzień dobry”, spojrzeli na niego i skinęli głowami. Była to dość dziwna sytuacja.
Poczuł dłoń Ann na swojej ręce. Spojrzał na nią, a ona z powagą malującą się na twarzy poprowadziła go schodami na górę. Otworzyła drugie drzwi po lewej stronie i zaprosiła go do środka.
Jego oczom ukazał się pokój w odcieniach fioletu umeblowany na biało.
Ann kiwnęła głową, by usiadł na fotelu stojącym pod oknem. Sama oparła się o biurko i głośno westchnęła. Widać było, że jest smutna, że bije się z myślami.
Nie lubił tego widoku, dlatego pospiesznie wyjął z kieszeni telefon.
Uśmiechnął się na jej widok, jednakże ona tego nie odwzajemniła. Próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko grymas. Zaprosiła go gestem ręki do środka. Wszedł do środka. Wyczuł napiętą atmosferę.
Rodzice Ann siedzieli w ciszy na kanapie w salonie. Kiedy Michael rzucił w ich kierunku niepewne „dzień dobry”, spojrzeli na niego i skinęli głowami. Była to dość dziwna sytuacja.
Poczuł dłoń Ann na swojej ręce. Spojrzał na nią, a ona z powagą malującą się na twarzy poprowadziła go schodami na górę. Otworzyła drugie drzwi po lewej stronie i zaprosiła go do środka.
Jego oczom ukazał się pokój w odcieniach fioletu umeblowany na biało.
Ann kiwnęła głową, by usiadł na fotelu stojącym pod oknem. Sama oparła się o biurko i głośno westchnęła. Widać było, że jest smutna, że bije się z myślami.
Nie lubił tego widoku, dlatego pospiesznie wyjął z kieszeni telefon.
Od
Michael:
Co się stało?
Co się stało?
Odczytała wiadomość i
pokiwała ze zrezygnowaniem głową. Zagryzła dolną wargę, a z jej oczu pociekły
ogromne łzy. Podniósł się z fotela i podszedł do niej. Położył dłonie na jej
ramionach. Nie spojrzała na niego. Chwycił jej podbródek i uniósł ku górze.
Zatopił się w jej tęczówkach. Malował się w nich strach z domieszką
niepewności. Zagarnął ją do siebie, ale nie odwzajemniła uścisku. Zaczęła
szlochać. Jej ciałem wstrząsały spazmy. Odsunłą się od niej i wystukał w
telefonie:
Od
Michael:
Martwię się. Powiesz, co się stało?
Martwię się. Powiesz, co się stało?
Kiedy czytała tę wiadomość,
Michi odchodził od zmysłów. Serce bezustannie kołatało mu w piersi. Gdy Ann
zaczęła stukać w wirtualną klawiaturę wstrzymał oddech. Nim wcisnęła przycisk
„wyślij” popatrzyła na niego. Oczy miała wielkości piłeczek do ping-ponga. W
końcu przyłożyła palec do ekranu i spuściła wzrok.
Od
Ann:
Jestem w ciąży.
Jestem w ciąży.
Telefon wypadł mu z ręki.
Jak to? Jego oczy wielkością przypominały pięciozłotówki. Oddech mu
przyspieszył. Widział panikę w oczach Ann, ale sam był przerażony niemal tak
samo.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, przymknęła powieki i zacisnęła usta w cienką linię. Znów zaczął wstrząsać nią szloch. Kiedy to zobaczył mocno ją do siebie zagarnął. Ściskał ją tak mocno, jakby za chwilę miała gdzieś uciec. Jednocześnie tym uściskiem chciał dodać jej siły i pokazać, że są w tym razem. Odsunęła się od niego i podeszła do okna.
Podszedł do niej. Położył dłoń na jej ramieniu. Nie odwróciła się. Był na siebie wściekły, że nie potrafi się z nią porozumieć. Wyjął z kieszeni telefon i wolną ręką napisał wiadomość.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, przymknęła powieki i zacisnęła usta w cienką linię. Znów zaczął wstrząsać nią szloch. Kiedy to zobaczył mocno ją do siebie zagarnął. Ściskał ją tak mocno, jakby za chwilę miała gdzieś uciec. Jednocześnie tym uściskiem chciał dodać jej siły i pokazać, że są w tym razem. Odsunęła się od niego i podeszła do okna.
Podszedł do niej. Położył dłoń na jej ramieniu. Nie odwróciła się. Był na siebie wściekły, że nie potrafi się z nią porozumieć. Wyjął z kieszeni telefon i wolną ręką napisał wiadomość.
Od
Michael:
Wiem, że jesteś w szoku. Ja też. Nie spodziewałem się takiej wiadomości, ale musisz wiedzieć, że jesteśmy w tym razem. RAZEM.
Wiem, że jesteś w szoku. Ja też. Nie spodziewałem się takiej wiadomości, ale musisz wiedzieć, że jesteśmy w tym razem. RAZEM.
Bardzo długo wpatrywała się
w ekran smartfona. Kiedy podniosła wzrok i spojrzała przez okno na ogród
okalający dom, przykryła jego dłoń, spoczywającą na jej ramieniu swoją.
Ujął ją za biodra i odwrócił ku sobie. Popatrzył jej w oczy. Było w nich mniej strachu, niż jeszcze chwilę temu.
Wspięła się na palce. Położyła szczupłe dłonie na jego policzkach. Dzieliły ich centymetry. Intensywnie patrzyli sobie w oczy. W końcu jej usta poruszyły się. Bezgłośne słowa, które padły z jej ust, sprawiły, że serce zabiło mu mocniej, zrobiło mu się gorąco, a gardło mu się ścisnęło. Powiedziała: KOCHAM CIĘ.
Chwycił ją za biodra i przysuną jeszcze bliżej. Nakrył jej wargi swoimi i drapieżnie się w nie wpił. Całowali się zachłannie, całowali się z uczuciem. Wiedzieli, że zostali wystawieni na próbę.
Ujął ją za biodra i odwrócił ku sobie. Popatrzył jej w oczy. Było w nich mniej strachu, niż jeszcze chwilę temu.
Wspięła się na palce. Położyła szczupłe dłonie na jego policzkach. Dzieliły ich centymetry. Intensywnie patrzyli sobie w oczy. W końcu jej usta poruszyły się. Bezgłośne słowa, które padły z jej ust, sprawiły, że serce zabiło mu mocniej, zrobiło mu się gorąco, a gardło mu się ścisnęło. Powiedziała: KOCHAM CIĘ.
Chwycił ją za biodra i przysuną jeszcze bliżej. Nakrył jej wargi swoimi i drapieżnie się w nie wpił. Całowali się zachłannie, całowali się z uczuciem. Wiedzieli, że zostali wystawieni na próbę.
Kiedy się od siebie
odsunęli, Michael opadł na stojący obok fotel i pociągnął ją za sobą. Siadła mu
na kolanach i splotła dłonie na jego karku. W jego ramionach, będąc blisko
niego, czuła się bezpieczna. Jej telefon zawibrował.
Od
Michael:
To dlatego się do mnie nie odzywałaś?
To dlatego się do mnie nie odzywałaś?
Westchnęła.
Położyła dłoń na jego policzku i pogładziła go kciukiem. Pokręciła głową, a
następnie wystukała odpowiedź.
Od Ann:
Przepraszam. Wiem, że odchodziłeś od zmysłów, ale nie mogłam inaczej. Musiałam sobie wszystko poukładać. Powiedziałam najpierw mamie o moich podejrzeniach. Nie chciała w to wierzyć. Ona wie, co to oznacza… Zabrała mnie do lekarza. Potwierdził moje podejrzenia. Mama była zła, ale widziała, że… że to przeżywam. Pomogła mi poinformować tatę. Michi, wiem o tym od tygodnia. Uwierz mi, że musiałam to przemyśleć, dlatego nie odpowiadałam na Twoje telefony i wiadomości. Poprosiłam ich, żeby z Tobą nie rozmawiali, bo wtedy musiałabym stawić czoła Tobie i powiedzieć o wszystkim, a ja po prostu nie byłam gotowa. Do dziś…
Przepraszam. Wiem, że odchodziłeś od zmysłów, ale nie mogłam inaczej. Musiałam sobie wszystko poukładać. Powiedziałam najpierw mamie o moich podejrzeniach. Nie chciała w to wierzyć. Ona wie, co to oznacza… Zabrała mnie do lekarza. Potwierdził moje podejrzenia. Mama była zła, ale widziała, że… że to przeżywam. Pomogła mi poinformować tatę. Michi, wiem o tym od tygodnia. Uwierz mi, że musiałam to przemyśleć, dlatego nie odpowiadałam na Twoje telefony i wiadomości. Poprosiłam ich, żeby z Tobą nie rozmawiali, bo wtedy musiałabym stawić czoła Tobie i powiedzieć o wszystkim, a ja po prostu nie byłam gotowa. Do dziś…
Czytał tę wiadomość i
starał się przyswoić do siebie każde słowo. Czuł mieszankę uczuć, jaka skrywała
się pod literami. Wiedział, że z SMS-a emanuje szczerość. Był smutny, że
przechodziła przez to sama. Że tak bardzo się martwiła, a on nic o tym nie
wiedział. Wystukał:
Od
Michael:
Mogłaś mi powiedzieć. Nie zostawiłbym Cię… Nigdy Cię nie zostawię. Kocham Cię, Ann. Najbardziej na świecie. Kocham Cię jak wariat. Długo o Ciebie walczyłem i nic nas nie rozdzieli, rozumiesz?
Mogłaś mi powiedzieć. Nie zostawiłbym Cię… Nigdy Cię nie zostawię. Kocham Cię, Ann. Najbardziej na świecie. Kocham Cię jak wariat. Długo o Ciebie walczyłem i nic nas nie rozdzieli, rozumiesz?
Oczy jej się zaszkliły.
Dolna warga zaczęła jej się trząść. Uniósł jej brodę i spojrzał w oczy.
Wyszeptał: KOCHAM CIĘ, a następnie
wpił się w jej malinowe usta. Wodził dłońmi po jej plecach, a ona wplotła palce
w jego blond czuprynę. Po chwili oderwała się od niego i wysłała kolejną
wiadomość:
Od
Ann:
Musimy do nich zejść. Chcą z Tobą porozmawiać. Dali nam chwilę, bym Cię poinformowała.
Musimy do nich zejść. Chcą z Tobą porozmawiać. Dali nam chwilę, bym Cię poinformowała.
Przełknął ślinę. Popatrzył
na nią z przerażeniem.
Od
Michael:
To nie będzie łatwe, prawda?
To nie będzie łatwe, prawda?
Popatrzyła na niego ze
współczuciem i wzruszyła ramionami.
Od
Michael:
W takim razie chodźmy.
W takim razie chodźmy.
Powolnie, trzymając się za
dłonie zeszli po schodach. Kolana mu się trzęsły, a nogi miał jak z waty. Gdyby
nie Ann spanikowałby i uciekł. Ta jednak mocno trzymając go za rękę pociągnęła
za sobą w stronę salonu.
Wymigała coś do matki, a ta odpowiadając jej tym samym, powiedziała:
– Siadajcie.
Siedli na kanapę obok. Ann nie puściła jego dłoni nawet na moment. Czuł, że tym gestem chce dodać mu, brakującej otuchy.
– Michaelu mieliśmy cię za rozsądnego i odpowiedzialnego chłopaka. Tymczasem ty nas zawiodłeś. Wykorzystałeś naszą córkę – zaczął poważnie pan Witold.
Michael chciał już otworzyć usta, by się usprawiedliwić, ale wówczas Ann uniosła dłonie i zaczęła migać.
– Co… co ona mówi? – zapytał niepewnie.
– Mówi, że Witold nie ma cię obwiniać, bo sama doskonale wiedziała co robi – beznamiętnie objaśniła Isabel.
– Proszę państwa – odważył się w końcu. – Nie jestem z tych, którzy zostawiają ciężarną kobietę. Kocham państwa córkę, Kocham Ann – spojrzał na nią, uniósł jej dłoń do swych ust, by złożyć na jej wierzchu pocałunek. – Jest dla mnie całym światem. Trochę czasu zajęło nim mi zaufała. Nim pozwoliła wkroczyć do swojego życia. Nie zostawię jej. Jest dla mnie zbyt ważna. Kocham ją i kocham to dziecko.
Witold westchnął, a oczy jego żony zaszkliły się od łez.
– Proszę mnie nie skreślać. Błagam, niech dadzą mi państwo szansę. Ann już to zrobiła – spojrzał na nią, a gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, uniósł lekko kąciki ust.
– Michaelu, czy ty wiesz, co oznaczał będzie nawrót choroby? Wiesz przecież, że jest takie zagrożenie – skwitowała matka dziewczyny.
Wymigała coś do matki, a ta odpowiadając jej tym samym, powiedziała:
– Siadajcie.
Siedli na kanapę obok. Ann nie puściła jego dłoni nawet na moment. Czuł, że tym gestem chce dodać mu, brakującej otuchy.
– Michaelu mieliśmy cię za rozsądnego i odpowiedzialnego chłopaka. Tymczasem ty nas zawiodłeś. Wykorzystałeś naszą córkę – zaczął poważnie pan Witold.
Michael chciał już otworzyć usta, by się usprawiedliwić, ale wówczas Ann uniosła dłonie i zaczęła migać.
– Co… co ona mówi? – zapytał niepewnie.
– Mówi, że Witold nie ma cię obwiniać, bo sama doskonale wiedziała co robi – beznamiętnie objaśniła Isabel.
– Proszę państwa – odważył się w końcu. – Nie jestem z tych, którzy zostawiają ciężarną kobietę. Kocham państwa córkę, Kocham Ann – spojrzał na nią, uniósł jej dłoń do swych ust, by złożyć na jej wierzchu pocałunek. – Jest dla mnie całym światem. Trochę czasu zajęło nim mi zaufała. Nim pozwoliła wkroczyć do swojego życia. Nie zostawię jej. Jest dla mnie zbyt ważna. Kocham ją i kocham to dziecko.
Witold westchnął, a oczy jego żony zaszkliły się od łez.
– Proszę mnie nie skreślać. Błagam, niech dadzą mi państwo szansę. Ann już to zrobiła – spojrzał na nią, a gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, uniósł lekko kąciki ust.
– Michaelu, czy ty wiesz, co oznaczał będzie nawrót choroby? Wiesz przecież, że jest takie zagrożenie – skwitowała matka dziewczyny.
„Będą dni pachnące wrzosem
Ale też noce nieprzespane wcale
Poprzerywane wrzaskiem
Pozaszywane niedopasowaniem”
Ale też noce nieprzespane wcale
Poprzerywane wrzaskiem
Pozaszywane niedopasowaniem”
************************
Witajcie! :*
Tak nam się porobiło. :)
Dobrze? Źle? :)
Czekam na Wasze opinie. ^^
Jednocześnie chcę Wam powiedzieć, że małymi krokami zbliżamy się do końca. :)
Całuję!